PRZEGLĄDASZ

Mirka i Jacek

Maj 10, 2015

Mam na imię Mirosława, mam 49 lat i chciałabym się z Wami podzielić tym, „jak Pan Bóg prosto pisze na naszych krzywych ścieżkach”. Oraz tym, jak z każdej nawet bardzo poplątanej sytuacji może wyprowadzić na drogę piękną, prostą wiodącą ku sobie

Ja wychowała się w tzw. „normalnej” katolickiej rodzinie. Nie było alkoholu, był dostatek. Był to jednak tzw. „zimny wychów”. Nie pamiętam by okazywano mi miłość, czułość. Były za to wysokie wymagania, a Bóg choć w Niego wierzono był przedstawiany jako „ten który mierzy mnie surowym okiem” i myśli jak ukarać za każde potknięcie. Toteż bardzo się starałam zasłużyć na miłość. Miała same piątki, a trochę słabsza ocena doprowadzała mnie do łez. Głównie tato był zwolennikiem surowych metod wychowania.

W wieku około 16-17tu lat miała dość nakazów i zakazów. Pragnęła wolności. Powiedziałam „jak Wasz Bóg jest takie to ja go nie chcę”. Dalej szukałam miłości, wolności i akceptacji. Najprostszą drogą były ramiona chłopców, gdzie przez jakiś czas czułam się piękna, chciana i kochana. Była to oczywiście równia pochyła. W wieku 19-tu lat zaszłam w ciąże z chłopakiem z którym niewiele miała sobie do powiedzenia, była przerażona. Z domu mnie wyrzucono, no bo to przecież wstyd panna z dzieckiem w tak porządnym domu. Przyjęła mnie wtedy matka tego chłopaka i choć nie mam z nią kontaktu, to nigdy jej tego nie zapomnę, bo nie wiem czy wtedy nie popełniłabym samobójstwa. Następnie moi rodzice postanowili, że w takiej sytuacji musimy się pobrać. Wzięliśmy ślub, wszystko toczyło się jakby obok mnie, niewiele z tego pamiętam. Urodziłam córkę Patrycję. Z jej ojcem próbowaliśmy wspólnego życia, ale były to tylko nieudolne próby. Bardzo szybko nasze drogi się rozeszły. Ja podjęłam pracę, studia. Miałam dwadzieścia kilka lat i dość bogatą przeszłość. Związałam się z żonatym, zamożnym mężczyzną. Czegoś ciągle szukałam. Zainteresowałam się ezoteryką, wróżbiarstwem, organizowałam seanse spirytystyczne. Właściwie potrafiłam nieźle wróżyć z ręki, stawiać horoskopy. Gdzieś w środku bardzo cierpiałam, ukochany miał swoją córkę, moja Patrycja była dla niego dodatkiem do mnie.

Na studiach poznałam nieśmiałego chłopaka, o jasnych niebieskich oczach. Widziałam, że mu się podobam. Któregoś razu umówiliśmy się na spotkanie, szybko chciał poznać Patrycję. Gdy ją przyprowadziłam był wzruszony, szybko wywiązała się między nimi więź. Widziałam, że rozumie ją lepiej niż ja. Patrycja miała wówczas 6 lat. Bardzo mnie to poruszyło, zauważyłam, że dla niego moja córka jest naprawdę ważna.

Zamieszkaliśmy razem. Po około 2latach urodziłam kolejną córkę Izę. Po kilku latach okazało się, że jest niepełnosprawna intelektualnie. Jacek chyba cierpiał, że nie może korzystać z sakramentów, mimo że wiedział że nie otrzyma rozgrzeszenia chodził do „spowiedzi”. Mnie to śmieszyło, ja w tym czasie dość mocno oddaliła się od Boga. Jednak, gdy Patrycja szła do I-szej Komunii Świętej, coś w środku zaczęło boleć. Później zaczęło się w naszym związku dziać źle, brakowało pieniędzy, nie mieliśmy mieszkania. Raz znaleźliśmy się dosłownie na ulicy. Nie mieliśmy nikogo, kto mógłby nam pomóc. I wtedy Bóg postawił na mojej drodze kobietę, która nie znając nas zaproponowała pomoc. Należała do grupy modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym. Pierwszy raz  poszłam z nią i Patrycją na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie. Zobaczyłam inny Kościół, żywy Kościół, ludzi, którzy do Boga zwracają się jak do kogoś bliskiego. Patrycja też była szczęśliwa. Poznałam wtedy ludzi, którzy byli gotowi nam pomóc, zupełnie bezinteresownie, było to dla mnie dziwne, nowe, ale podobało mi się. To wtedy zaczęłam poznawać Boga, modlić się i zobaczyłam, że On naprawdę działa. Wzięłam udział w rekolekcjach Odnowy. Wtedy też zrozumiałam, że nasz Życie jest życiem w grzechu. Trudno było mi to przyjąć, cierpiałam, ale nie chciałam już żyć inaczej, żyć bez Boga. Widziałam, że Jacek cieszy się naszą cudowną przygodą z Bogiem. Po jakimś czasie po modlitwach i rozważaniach podjęliśmy decyzję by pozostać białym małżeństwem, a Pan swą łaską umocnił naszą wolę. Nie była to droga łatwa, mieliśmy wówczas po 32 lata, ale dzięki modlitwie i bliskości z Nim, trwaliśmy przechodząc proces oczyszczenia i odkrywania sensu czystości. W tym czasie bardzo ważną rolę odegrała w naszym życiu wspólnota modlitewna, udział w rekolekcjach formacyjnych Odnowy, rekolekcjach dla związków nie sakramentalnych, a następnie podjęliśmy rekolekcje ignacjańskie. Bóg obficie mnie obdarowywał, między innymi w sposób cudowny uwolnił mnie od bardzo niebezpiecznych skutków ezoteryki i wróżbiarstwa. Ja powiedziałam „wyrzekam się”, a On dokonał reszty. W tym czasie nasza relacja wiele zyskała, życjąc w czystości tak naprawdę zbliżyliśmy się do siebie. Bóg nie odebrał nam pragnień rodzicielskich, czego owocem była decyzja o adopcji. I tak po 20-tu miesiącach oczekiwania za wstawiennictwem Maryi z Medjugorje zostaliśmy rodzicami kilkumiesięcznego synka Piotrusia (w tym roku przystąpi do I-szej Komunii Świętej). Po kilku następnych latach przyjęliśmy do rodziny rodzeństwo 14-letnią Ewelinę i 9-letniego Grzesia. W trakcie jednych z rekolekcji ignacjańskich podjęłam decyzję o zwróceniu się do Sądu Biskupiego z wnioskiem o stwierdzenie nieważności mojego małżeństwa. Bardzo długo zastanawiałam się nad tą decyzją i czekałam, aż będę na tyle wolna wewnętrznie, aby poddać się pod osąd Kościoła. Proces trwał długo, ale po 5-ciu latach otrzymaliśmy decyzję umożliwiającą mi zawarcie związku sakramentalnego z Jackiem.

Swoja „tak” przed Najwyższym wyznaliśmy po 20 latach związku po 16-tu latach życia w czystości. W godzinie miłosierdzia, w Wigilię Zesłania Ducha Świętego. Obok nas stała piątka naszych dzieci, zięć oraz dwóch wnuków.

Nie jesteśmy w stanie wyrazić tego „jak wielkie rzeczy Bóg uczynił” i dalej czyni w naszym życiu. Cudownym prezentem od Jezusa i Jego Matki była nasza „podróż poślubna” do Medjugorje około roku po zawarciu sakramentu małżeństwa.

Zadziwiało nas wszystko: klimat wspólnoty jak bardzo szybko wytworzył się wśród osób, które właściwie się nie znały, były w różnym wieku, w różnych sytuacjach życiowych i stanach, szczerość, otwartość na siebie. I to miejsce gdzie „kolana same się zginają” i zdejmujemy buty bo czujemy że „ziemia na której stoimy jest święta” jest święta, bo jest ziemią Maryi, a gdzie jest Ona zstępuje Duch Święty.

Uwielbiamy Go za wszystko czego dokonał i dalej dokonuje w naszym życiu i chcemy dzielić się tą radością oraz powiedzieć Ci, że w jakimkolwiek miejscu swego życia byś był, dla Niego „nie ma nic niemożliwego”.

 

Chwała Panu Mirka i Jacek